„OSTATNIE NAMASZCZENIE” – OZZY OSBOURNE, CHRIS AYRES
Przełożył Kuba Kozłowski
(In Rock, Czerwonak, październik 2025)
Wydawnictwo In Rock w ostatnim czasie uraczyło fanów Ozzy’ego dwoma interesującymi tytułami. Ja zajmę się ostatnią autobiografią legendarnego wokalisty. Ostatnią w sensie dosłownym. I to jest pewne, że kolejnej już nie będzie. Z wiadomych względów.
Gdybym miał wybrać ulubioną książkę 2025 roku, to stawiam na ten tytuł. Od chwili wydania przeczytałem ją trzy razy. To dokładnie tak samo, jak w przypadku fantastycznej „Ja, Ozzy”. Żeby stworzyć tak cudowną opowieść, należy mieć nie tylko życie pełne przygód. Potrzebna jest umiejętność opowiadania, musi być też ktoś, kto złoży wspomnienia we właściwą całość, a na końcu musi pojawić się właściwy człowiek do przetłumaczenia książki na język polski. Kuba Kozłowski wywiązał się z ostatniego zadania wzorowo! Robiąc przekład zachował charakterystyczny styl opowiadania, zawarł w tekście ten cały dystans do siebie, poczucie humoru, lekkość i prostotę w snuciu opowieści, czym przecież charakteryzował się za życia Ozzy. Mam stuprocentową pewność, że „Ostatnie namaszczenie” i „Ja, Ozzy” pozostaną na długo nawet z tymi, którzy nigdy nie słyszeli piosenki „Paranoid”.
Na samym początku trochę się zdziwiłem, że książka nie zawiera żadnej wkładki ze zdjęciami, ale taka ponoć była decyzja rodziny Osbourne’a. Przypomnijmy, że książka ukazała się kilka tygodni po śmierci wokalisty. I to jest w zasadzie jedyny minus całości, jeśli brak zdjęć można w obecnych czasach nazwać minusem. Przecież wystarczy kilka kliknięć i tysiące fotografii wyświetli się nam w telefonie, komputerze…
A co dzieje się w samym tekście? Wspominałem, że do całości chce się często wracać? Że to jedna z tych książek, o których mówi się w trakcie czytania, że nie chcemy, by się skończyła? To nic, że część tej historii jest nam już znana z poprzedniej autobiografii. Ozzy bardzo umiejętnie żongluje tym, co dzieje się obecnie, a tym, co wydarzyło się w przeszłości. I tak np. żadną nowością nie jest dla nas historia o gołębiach, które towarzyszyły głównemu bohaterowi na spotkaniu z pracownikami CBS. Opowieść o pomyłce, która doprowadziła do „nalotu” policyjnego, co kilkadziesiąt lat później stało się podstawą piosenki „It’s a Raid”, też jest czymś, co już znamy, ale przy lekturze nie stanowi to żadnego problemu. O słynnym nietoperzu też jest kilka słów. Wszystko jest skąpane we wspomnianym wyżej luzie, dystansie i znakomitym poczuciu humoru (tak, ten humor jest momentami wyjątkowo gorzki). Częściowo ten nieustający na naszych twarzach uśmiech może się wydawać dziwny, bo przecież wiemy, że czytamy wspomnienia człowieka, którego już z nami nie ma, a treść w dużej mierze to jednak coś w rodzaju wyjątkowo dobrze i z fantazją opowiedzianego pamiętnika medyczno-muzycznego. Jak nie zakażenie gronkowcem, to zapalenie płuc. Jak nie covid, to poważny uraz kręgosłupa. Jak nie sepsa, to uszkodzona zastawka serca. Jak nie problem z zakrzepami, to problem z obojczykiem i szyją. Do tego Parkinson. Sześć operacji w cztery lata. Nieustające wizyty w szpitalach i klinikach. Niekończące się ćwiczenia rehabilitacyjne. A do tego przesuwanie lub odwoływanie poszczególnych koncertów lub całych tras koncertowych. Tak, pandemia też była.
Ale najpoważniej robi się chyba wtedy, gdy Ozzy powraca we wspomnieniach do wypadku, w którym zginął Randy Rhoads i dnia, gdy w alkoholowo-narkotycznym zamroczeniu próbował zamordować swoją żonę, Sharon. Tu już nie ma miejsca na żarty, anegdoty i puszczanie oka do czytelnika.Inna sprawa, że historia małżeństwa Ozzy’ego i Sharon to w ogóle temat na oddzielną książkę, ale i w tej sporo o tym burzliwym związku przeczytacie. Nie ma bata, oni naprawdę musieli się kochać!
„Ostatnie namaszczenie” to nie tylko problemy zdrowotne i walka z uzależnieniami (a kilka ich było…), to też książka o muzyce, burzliwej karierze wokalisty. Płytach (tych ostatnich również), koncertach, współpracy z różnymi muzykami. To fantastyczne opowieści i anegdoty, których głównymi bohaterami są m.in.: Eddie Van Halen, Slash, Lemmy, Bon Scott, John Bonham…
Całość prowadzi nas do końca, czy jak kto woli – do początku. BACK TO THE BEGINNING – czyli OSTATNI i NAPRAWDĘ POŻEGNALNY koncert Ozzy’ego. Solo i z Black Sabbath. Wokalista na kartach książki przyznaje, że będąc na scenie jest wolny od wszystkich demonów. Czuje spokój i spełnienie. Że jest to najlepszy narkotyk, po jaki kiedykolwiek sięgnął. Po tym wyjątkowym wydarzeniu były jeszcze jakieś plany, marzenia, może kolejny studyjny album, czy tak prosta rzecz, jak wybranie się na ryby nad jezioro, ale Osbourne jednocześnie też wspominał, że często myśli o ostatnich przygotowaniach, o Śmierci, choć jego rodzina w ogóle nie chciała o tym słyszeć. Ale nawet w takich chwilach muzyk sięgał po żart, bo pisząc o tym wszystkim przyznał jednocześnie, że na nagrobku chce mieć napisane krótkie i zwięzłe słowa: „Mówiłem wam, że źle się czuję”.
Muzyk na początku książki informuje nas o tym, że kilka razy wykiwał Śmierć, a gdy ta znów pojawiła się z wystawionym rachunkiem, to kazał jej spierdalać, ponieważ był zajęty. Ale my doskonale wiemy, że Śmierci tak naprawdę nie da się oszukać i Ozzy, mimo wszystko, też o tym wiedział, choć był zaskoczony, że on nadal żyje, a innych już tu nie ma. Ten Ozzy. Mąż. Ojciec. Dziadek. Ikona. 3 grudnia 1948 – 22 lipca 2025.
Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy, bo tak naprawdę ta książka niesie czytelnikowi radość, wzruszenie i nadzieję, choć jej spora część wypełniona jest bólem (w dużej mierze fizycznym) i chwilami, których opis sprawia, że kręcimy z niedowierzaniem głową i łapiemy się na tym, że jeszcze w pierwszej połowie lipca zadalibyśmy pytanie: „Jakim cudem ten człowiek jeszcze żyje?”…
Tekst: Piotr Bałajan